Jeste艣 na tym 艢wiecie, zradzaj膮c pierwotne w tre艣ci barwne d藕wi臋ki;
Ani to na chwil臋 nie zapominaj, b臋d膮c tak w moc muzyk膮 przesi膮kni臋ty -
Co by艣 nie musia艂 nigdy cierni czy kotwic czu膰 na zdolnych d艂oniach;
Kieruj膮c jakoby okr臋tem, hu艣tyka膰 d藕wi臋cznie nieposkromiony nutospad.
Spowity w pasji, sun膮cy po ka偶dej formie 艢wiata gruntu, ziemi, wody i nieba
Oto twoje pi臋tno, ot jeste艣 tym jedynym, wybranym, wyj膮tkowym, wi臋cej nie trzeba
Na tle ca艂ej pot臋gi by膰 kim艣 wi臋cej, co w korzeniach, ju偶 jeste艣 najja艣niejsz膮 kreacj膮...
Jasnoczu艂y, obecny, pod okryciem d藕wi臋cznej kurtyny, z artystyczn膮 racj膮
Spowity mglist膮 chmurzyn膮 pie艣ni, z samego rdzenia genezy stworzenia melodyji.
Serce twoje przepe艂nione jest subtelnym tworzeniem z艂ota bry艂y, co okuwasz jego
Esencj臋 starannie, a wn臋trze twoje jest wykopaliskiem nagr贸d najbogatszym,
Rozejrzyj si臋, widzisz? Jakoby to wszystko co Ciebie wnet otacza, to Ty!
I jeste艣 tu i teraz, z pierwotnym pi臋knem tworzenia, u podstaw istnienia,
Energi膮 swoj膮 rozbudzasz drzemi膮ce w Tobie, zakorzenione sekrety
Subtelnie okrywaj膮c w艂asne wn臋trze w surowe z dumnego mahoniu elementy -
W szczeg贸艂ach upi臋kszonych gdzieniegdzie jeszcze prostym klonem,
A na uwag臋 zas艂u偶y膰 mo偶e kszta艂t jego pi臋knych barwnych fixuj膮cych li艣ci;
Rozpostartych witaj膮co dla najja艣niejszych tudzie偶 promieni s艂o艅ca bli偶y, gdzie
Ro艣nie pi臋knie i zdrowo, ozdabiaj膮c to wszystko wok贸艂 i jeszcze to wi臋cej
I nie trzeba niczego w przesycie, reszt臋 wype艂niasz nad ka偶dy ju偶 bez wyj膮tku wyraz;
Otulaj膮c d藕wi臋cznym wersem, zwrotk膮 czy to nawet i refrenem, gdy budujesz
Rozmarzone i to wcale nie na jawie, wszystkie te pi臋kne historie, jedna po drugiej...
Jasno艣ci膮 rozbrzmiewa twoja praca w ka偶dym calu wewn膮trz Ciebie i na zewn膮trz -
Sensualnie ta艅cz膮c wok贸艂 ka偶dej materii, pod膮偶aj膮c ka偶d膮 istnienia 艣cie偶yn膮, a tam;
3 kr臋te 艣cie偶ki, gdzie艣 tam sun膮c przez sypialnie, przedpok贸j, salon, kuchni臋 i korytarz,
2 metry pod stopami, i niezliczone nad g艂ow膮, scalaj膮c przestrze艅 w jedn膮 to ca艂o艣膰,
Trzymaj膮c si臋 kurczowo, zgodno艣ci z umys艂em, goszcz膮c jeszcze wi臋cej sercem i cia艂em.
Nas艂uchuj膮c d藕wi臋k贸w z samego rdzenia twego istnienia, kszta艂tuj膮c co by by艂o za do艣膰
A z ust twoich, wyp艂ywa strumie艅, s艂owospadu, kt贸rego nie spos贸b by艂oby zatrzyma膰
Taranuj膮c wszelkie tamy czy k艂ody, le偶膮ce u st贸p twoich przy p艂ynnym uniesieniu i
U艣ci艣lasz kierunek tego co w Tobie najpi臋kniejsze, ka偶d膮 my艣l, s艂owo czy p艂ynne to przej艣cie.
Rozpuszczasz w swym pr膮dzie wszelkie strachy czyhaj膮ce na stronnicach czy zmartwienia,
Atramentem zamoczonym 贸wcze艣nie w zapo偶yczonych od 艁ab臋dziej pary - pierzynach,
Lekko zanurzonym w twym 藕r贸dle pi贸rze, z w贸d samego serca projekcji nut stworzonych i
Okalasz pi臋knem swoim, p艂yn膮cym z samego 艣rodka twego wn臋trza, najja艣niejsze z nut ko艂a
I w ty艂ostrachy ju偶 si臋 nie ogl膮dasz, tworz膮c przysz艂o艣膰 pi臋knem samej genezy istnienia;
Lunarnym tempem, ka偶dego dnia, wieczoru, nocy czy wszelkich form i faz strojnego ksi臋偶yca.
~20.09.24

Komentarze
Prze艣lij komentarz