Para w eterze

 St膮pam po dywanie niczym straciatella,

w szaro艣ciach nie widz膮c swego cienia,

w kolorycie zorzy wiruj膮 wszak me my艣li;

tam, gdzie nasza droga si臋 pl臋tem ci艣li - 

Oh... po drodze migocz膮ca latarnia, ale to nic -

znacz膮cego, bo roz艣wietlasz niczym wielki znicz,

g艂az, kt贸ry trzyma za nim dosy膰 ci臋偶kie drzwi.

I to wszystko; co zagracone za nimi sie tli...

Mimo, 偶e usilnie przytrzymuje je, by艣 odwr贸ci艂;

sw贸j wzrok, a na pi臋cie sp艂oszony nie zawr贸ci艂...

To r贸wnie usilnie, chc臋, zaprosi膰 Ci臋 do 艣rodka;

Odczuwaj膮c strachliwie, by艣 nie wpad艂 do kot艂a,

mojego echa, b贸lu i gehenny, gdzie odparowuje w eter -

 wszystko to, co gotowa艂o si臋 jak rozgniewany gejzer;

mojego istnienia, to i owo, a wykipiuje 偶ywcem moje serce -  

a偶eby udekorowa膰, kwieciem Twoim; jego wn臋trze. 





Komentarze