Pustostan: Tw贸rca prawdy [1]

 

Tw贸rca prawdy [1]

_____________________________________________


Co kilka lat galaktycznych, kiedy to ksi臋偶yc nachodzi na s艂o艅ce, a s艂o艅ce na ksi臋偶yc, noc spowita jest czarnym wyra藕nym kolorytem, gwiazdy niewidoczne s膮 dla ludzkich oczu i wy偶szych istot, a czas na chwil臋 spowalnia... - niepoznana i pot臋偶na energia, tworzy wzorzec energetyczny w celu poj臋cia i zespolenia ca艂ego Wszech艣wiata. Wszelkie byty i istoty zawieszone na niewidocznych ga艂臋ziach sfer - spotykaj膮 si臋 i zasiadaj膮 do dyskusji; odno艣nie dope艂nienia "proroctwa". Wierzy si臋, 偶e si艂a poj臋cia, jest w stanie zatrze膰 granice mi臋dzy planem astralnym a przyziemnym. Cel, aby uwolni膰 wszelkie si艂y i po艂膮czy膰 ze sob膮 ka偶de istnienie. Granice, kt贸re zacieraj膮 si臋 pomi臋dzy dobrem a z艂em. 呕yciem a 艣mierci膮. Pojawiaj膮cy si臋 przeb艂ysk, kt贸ry w臋druje po ca艂ym we wszech艣wiecie, ci膮gn膮c za sob膮 艣wietlisto-mleczny ogon, jako znak, 偶e nadszed艂 贸w moment, aby nici oraz drogi energetyczne zla艂y si臋 w jedn膮 lit膮 ca艂o艣膰 - tworz膮c tym samym jeden wz贸r, kt贸ry by膰 mo偶e tu i teraz odnajdzie wyj艣cie z labiryntu najwy偶szej 艣wiadomo艣ci, odkrywaj膮c tym samym sens ca艂ego jestestwa, unicestwiaj膮c w贸wczas portale mi臋dzy wymiarowe i wszelkie granice je dziel膮ce.

"[...] Cz艂owiek niejednokrotnie zastanawia艂 si臋 nad tym czy nasza planeta jest jedyn膮 kolebk膮 偶ycia na Ziemii. Co prawda powsta艂o wiele teorii spiskowych oraz bada艅 naukowych neguj膮cych t膮 prost膮 my艣l. Nie jeste艣my sami - na tym powinni艣my na chwil臋 poprzesta膰. To fakt, kt贸rego ka偶de z nas, nawet cho膰by chcia艂o czy te偶 pr贸bowa艂o, nie mo偶e wyprze膰. Spo艂eczno艣膰 kuli ziemskiej podzieli艂a si臋 na grupy etniczne wraz z mieszanin膮 przer贸偶nych kultur i wierze艅. Wielu z nas prowadzi 偶ycie na podstawie jednego wielkiego cudzys艂owia - zamykaj膮c si臋 w nim, nie otwieraj膮c na wy偶sz膮 艣wiadomo艣膰. No ale co potrafi cz艂owiek? Sam cz艂owiek, potrafi zniewoli膰 i wykluczy膰 osobnika swojego gatunku, nie zastanawiaj膮c si臋 nad tym co jest szerzej jego poj臋cia bytowania we Wszech艣wiecie. Mo偶na obra膰 艣cie偶k臋 偶ycia ziemskiego na podstawie prostego ludzkiego przetrwania, ale dla wielu z nas by艂o to jednak niewystarczaj膮ce. Tu narodzi艂a si臋 pierwsza my艣l; Co jeszcze jest niepoznane? Jak mo偶na wykluczy膰 cokolwiek pozaziemskiego, skoro nawet naszej planety nie uda艂o nam si臋 do ko艅ca pozna膰 i zaw艂adn膮膰? A nawet gdy pr贸bujemy - pot臋偶na natura przeciwstawia si臋 i skutecznie walczy z paso偶ytem ziemskim, jakim jest sam we w艂asnej idei - cz艂owiek... [...]"
-Wy艂膮cz ju偶 te brednie Rem. 
-Co Ci znowu przeszkadza? To bardzo ciekawe... - odpar艂a z krzywym u艣mieszkiem.
-Mamy wa偶niejsze rzeczy na g艂owie, mog艂aby艣 mi pom贸c? Naczynia s膮 do pozmywania, ca艂a kuchnia jest do ogarni臋cia. - odpar艂a z stanowczo matka dziewczyny.
-Chcia艂am teraz poogl膮da膰 telewizj臋 i troch臋 odpocz膮膰, przecie偶 mog臋 zrobi膰 to p贸藕niej...ty zawsze si臋 czepiasz. - burkn臋艂a na odchodne. 
-Nie mo偶esz ca艂y czas omija膰 obowi膮zk贸w domowych! - rzuci艂a ze zdenerwowaniem szmatk膮 w blat kuchenny. -Takie brednie telewizyjne niczego nie zmieni膮. Nie rozumiesz? - doda艂a nerwowo wykrzywiaj膮c usta i wywracaj膮c oczami.
-Nie. Nie rozumiem. Mycie naczy艅 i sprz膮tanie r贸wnie偶 nie sprawiaj膮, 偶e czuj臋 si臋 lepiej. Te偶 mog艂aby艣 czasem wyluzowa膰...
-No ale takie jest 偶ycie. Nic nie poradzisz. Nied艂ugo b臋dzie obiad. No ju偶, we藕 si臋 do roboty! Chyba nie my艣lisz, 偶e wszystko zrobi si臋 samo? - powiedzia艂a do dziewczyny, sprz膮taj膮c przy tym blat z zaschni臋tego ciasta i poprzyklejanej do niego zaschni臋tej m膮ki. 
Rem westchn臋艂a nu偶膮co i posz艂a od niechcenia pom贸c matce, a kolejne minuty mija艂y dziewczynie w spowolnionym 艣limaczym tempie. Cisza w jakiej sprz膮ta艂y, by艂a g艂o艣niejsza ni偶 m艂yn na dworcu w t艂ocznym mie艣cie, a brzd臋ki porcelany odbija艂y si臋 ostro o b臋benki uszu. Dos艂ysze膰 r贸wnie偶 mo偶na by艂o tarcie lnianej szmatki o ci臋偶ki i gruby drewniany blat kuchenny.

***

 Rodzina dziewczyny to typowy kontrast - obowi膮zkowa i zm臋czona swoim 偶ywotem matka, samotnie wychowuj膮ca c贸rk臋, kt贸ra na dodatek jest zbuntowana i nie wywi膮zuje si臋 ze swoich obowi膮zk贸w domowych, gdzie艣 dalej mo偶emy przyjrze膰 si臋 ojcu Rem, pracuje obecnie za granic膮 i rozwi贸d艂 si臋 11 lat temu z jej matk膮. Powodem by艂a uci膮偶liwa jakoby g艂az przymocowany do n贸g; choroba 偶ony, kobieta po przyj艣ciu na 艣wiat Rem, pocz膮tkowo nabawi艂a si臋 depresji poporodowej. Nie by艂a w stanie zaj膮膰 si臋 malutkim dzieckiem, a wszelkie obowi膮zki spad艂y w pewnej oczywisto艣ci w tamtym momencie - na m臋偶a. Bywa艂y niegdy艣 znacz膮co nieciekawe i niebezpieczne sytuacje, kiedy to Jell, matka dziewczyny - targn臋艂a si臋 kilkukrotnie nawet na swoje 偶ycie, a pewnego dnia, grozi艂a m臋偶owi wielkim tasakiem do ryb. usprawiedliwiaj膮c swoje zachowanie tym, 偶e nie by艂a w stanie znie艣膰 偶ycia jakie wiedzie oraz tego, co odczuwa艂a wok贸艂 siebie, czu艂a si臋 bardzo wyobcowana. W jej g艂owie by艂o niegdy艣 wiele przeciwno艣ci, kt贸re dzisiaj 艂agodzi nat艂ok obowi膮zkowo艣ci, kilkukrotny wcze艣niej pobyt w zak艂adach zamkni臋tych na dziale psychiatrii i psychoterapii, oraz z biegiem czasu i w ko艅cu postawionej oficjalnie diagnozie - odpowiednio dobrana farmakoterapia. Oficjalnie u Jell, stwierdzono schizofreni臋 paranoidaln膮 i napadowe stany l臋kowe, w贸wczas, kiedy to Rem mia艂a zaledwie kilkana艣cie miesi臋cy niczemu nie艣wiadoma. M膮偶 skutecznie i szybko chcia艂 rozwi膮za膰 problem swojej rodziny, mimo wszystko kocha艂 j膮 nad 偶ycie. Niestety jednak, nie radzi艂 sobie z chorob膮 Jell, kt贸ra jak twierdzi艂a wielokrotnie - prze偶ywa艂a na tamten moment piek艂o i niewyja艣nione zdarzenia, z kt贸rymi absolutnie sama nie mog艂a sobie poradzi膰. Dla niego, nic z艂ego si臋 nigdy nie dzia艂o i uwa偶a艂, 偶e kobieta wmawia sobie wiele rzeczy, kt贸rych on z kolei nie do艣wiadcza艂 i nie dostrzega艂 go艂ym okiem. Widzia艂a i odczuwa艂a zjawiska, kt贸rych m膮偶 po prostu nie widzia艂, a w wi臋kszo艣ci ka偶da noc ko艅czy艂a si臋 nad wyraz dramatycznie, kiedy to spocona i zerwana ze snu kobieta - budzi艂a m臋偶a gwa艂townym szarpaniem, brakiem tchu i atakami paniki, poniewa偶 czu艂a niewyja艣niaj膮cy jej brak poczucia bezpiecze艅stwa i  w jego odczuciu - niewyja艣niony, nienazwany strach, kt贸ry na pierwszy rzut oka - nie posiada艂 zal膮偶ka wi臋kszego powodu. Wielokrotnie, jak poruszony prosi艂 偶on臋 o wyt艂umaczenie, co jest powodem jej strachu - j膮ka艂a si臋 i nie by艂a w stanie opowiedzie膰 co si臋 sta艂o - krzycz膮c przy tym, 偶e nie mo偶e. Nad ranem p贸藕niej pukali do drzwi zatroskani s膮siedzi, czy wszystko u rodziny jest w porz膮dku. Niegdy艣 kr膮偶y艂y plotki, 偶e m膮偶 zn臋ca si臋 nad swoj膮 rodzin膮, jednak po pewnym czasie wyt艂umaczy艂 mieszka艅com w s膮siedztwie, jaka jest sytuacja, jak bardzo sobie nie radzi, a z czasem okaza艂 im za艣wiadczenie o diagnozie od psychiatry Jell. Jej stany przypomina艂y w pewnym rodzaju urojenia i stany l臋kowe. Po kilku latach trudnego 偶ycia razem, wytoczy艂 kobiecie proces i oznajmi艂, 偶e z艂o偶y艂 pozew o rozw贸d. Jell oczywi艣cie, wiedzia艂a, 偶e m膮偶 dostanie go z powodu jej choroby. W tamtym okresie bardzo podupad艂a na zdrowiu i za艂ama艂a si臋. Niejednokrotnie b艂aga艂a m臋偶a na kolanach, 偶eby nie odbiera艂 jej owocu ich mi艂o艣ci. Za wszelk膮 cen臋, pomimo choroby - nie wyobra偶a艂a sobie 偶ycia w samotno艣ci i stara艂a si臋 wyprosi膰 m臋偶a o wyrozumia艂o艣膰. Dziecko finalnie postanowi艂 zostawi膰 z matk膮. Zajmowa艂 si臋 dziewczynk膮 jedynie w momencie, kiedy to Jell otrzyma艂a s膮downie przymusowe wstawienie si臋 po rozeznaniu sprawy poprzez psychiatr臋 - w prywatnym zak艂adzie psychiatryczno-terapeutycznym. Chcia艂, 偶eby mia艂a dobre warunki, wi臋c na czas leczenia 偶ony podj膮艂 dodatkow膮 prac臋, 偶eby op艂aci膰 kobiecie godne i odpowiednie warunki. Niestety sprawa s膮dowa o ubezw艂asnowolnienie Jell nie uda艂a si臋, z uwagi na to, 偶e kobieta w ci膮gu dnia, zachowywa艂a si臋 na przek贸r... ca艂kiem normalnie. A wszystko zmienia艂o si臋 w艂a艣nie tylko i wy艂膮cznie w nocy. To zjawisko nie zosta艂o nigdy wyja艣nione. Kobieta cz臋sto budzi艂a si臋 z zadrapaniami i siniakami na swoim ciele, kt贸re jak ka偶dy my艣la艂, robi艂a sobie sama.  Po ustabilizowaniu si臋 zdrowia psychicznego 偶ony, wdro偶enia odpowiednio dobranych lek贸w, m臋偶czyzna postanowi艂 wyprowadzi膰 si臋 i oddzieli膰 od rodziny, wyje偶d偶aj膮c za granic臋. Tym samym - zostawiaj膮c malutk膮 Rem z by艂膮 偶on膮.  
-Mamo... mog臋 si臋 o co艣 Ciebie zapyta膰? - dziewczyna, przerwa艂a cisz臋.
-Hm? 
-Bra艂a艣 dzisiaj leki? Jeste艣 w jakim艣 szale sprz膮tania...  - za艣mia艂a si臋 g艂o艣no i wsp贸艂czuj膮co zarazem.
-Od kilku dni ju偶 nie. My艣l臋, 偶e to odpowiedni moment, 偶eby je odstawi膰. 
Momentalnie zapad艂a bardzo niezr臋czna i d艂u偶膮ca si臋 cisza.
-A co je艣li to nie jest jednak dobry pomys艂? - zapyta艂a dr偶膮cym g艂osem.
-B臋dzie dobrze. Po prostu musia艂 kiedy艣 nadej艣膰 taki moment, 偶eby w ko艅cu pomy艣le膰 o swoim zdrowiu i nie tru膰 si臋 pigu艂kami na sztuczne szcz臋艣cie. - odpar艂a pospiesznie matka dziewczyny, zerkaj膮c na ni膮 z niepewno艣ci膮, co na to powie. 
Jell, ba艂a si臋 braku poparcia c贸rki w swoich dzia艂aniach i decyzjach. W ka偶dej chwili dziewczyna mog艂a skontaktowa膰 si臋 z ojcem lub opiekunem socjalnym, kt贸ry nadzoruje post臋py chorobowe jej matki i 偶ycie ich rodziny. 
-Nie wiem czy to dobry pomys艂. Tata wie? 
Kobieta na chwil臋 zamar艂a i zacisn臋艂a w d艂oni 艣cierk臋, z kt贸rej ulecia艂a woda, a nadmiar rozla艂 na czyst膮 pod艂og臋. -My艣l臋, 偶e to ju偶 nie jest jego sprawa. Zostawi艂 nas, nie pami臋tasz? - odpar艂a z lekkim zdenerwowaniem, po czym schyli艂a si臋 gwa艂townie, 偶eby wytrze膰 plam臋. 
-Wiesz dobrze, 偶e oboje macie r贸偶ne wersje. Nie stoj臋 po niczyjej stronie, ale uwa偶am, 偶e nie powinna艣...Ty p艂aczesz? - Rem zobaczy艂a mam臋, kt贸ra usiad艂a na pod艂odze i rozp艂aka艂a si臋, zakrywaj膮c mokr膮 艣cierk膮 twarz. -Mamo..., b臋dzie dobrze, przecie偶 nie jeste艣 sama, masz jeszcze mnie. 
-Wiem, ale tak bardzo mi ci臋偶ko, 偶e nas zostawi艂. Chcia艂abym m贸c cofn膮膰 czas... - p艂aka艂a. 
-My艣lisz, 偶e nie mo偶esz by膰 szcz臋艣liwa bez niego? 
-Mog臋 i wiem, 偶e mo偶emy by膰 szcz臋艣liwe, ale ja tak bardzo nie mog臋 znie艣膰 tego, 偶e zostawi艂 mnie, kiedy tak bardzo go potrzebowa艂am... - m贸wi艂a ocieraj膮c 艂zy.
Rem usiad艂a obok mamy na pod艂odze i przytuli艂a j膮. -Mo偶esz mi opowiedzie膰 jak dosz艂o do waszego rozstania? 
-Nie wspiera艂 mnie. - odpar艂a p艂aczliwie i z wyrzutem.
-Tylko tyle...? Jednak to ojciec chcia艂 odej艣膰 tak? - dr膮偶y艂a.
-Rem, to wszystko jest skomplikowane... Ja... nie wiem czy jeste艣 gotowa na wyznawanie tych wszystkich prawd, cokolwiek nie powiem, zosta艂abym uznana za wariatk臋. Czasem lepiej jest si臋 nie odzywa膰 i zamkn膮膰 na wszystko wok贸艂, ale nie mog艂am, mam Ciebie... - powiedzia艂a g艂adz膮c Rem po d艂oni. 
-Dobrze wiesz, 偶e jestem i b臋d臋. Chcia艂abym pozna膰 ca艂膮 histori臋. Interesuje mnie to. My艣l臋, 偶e mam prawo zna膰 prawd臋... - powiedzia艂a stanowczo. -Jak mam Ciebie wspiera膰 w twoich dzia艂aniach, jak nawet nie rozumiem jak do tego wszystkiego dosz艂o? - doda艂a.
-Ojciec nie chcia艂, 偶eby艣 kiedykolwiek dowiedzia艂a si臋 o tym wszystkim, uzna艂, 偶e narobi臋 Tobie tylko m臋tliku w g艂owie. Boje si臋, 偶e mi Ciebie odbierze... - Jell zacisn臋艂a si臋 mocniej na d艂oni c贸rki. 
-On... przecie偶 nie musi wiedzie膰, 偶e mi powiedzia艂a艣... prawda? - wyszepta艂a tul膮c si臋 do mamy. 
Obie siedzia艂y na pod艂odze wtulone do siebie w ciszy. Jell czu艂a wiele przeciwno艣ci, 偶eby rozwa偶y膰, czy to odpowiedni moment dla Rem, a偶eby pozna艂a oficjalny pow贸d rozpadu ich rodziny. Czu艂a, 偶e c贸rka r贸wnie偶 uzna j膮 za niespe艂na rozumu i po poznaniu prawdy, finalnie zabierze swoje rzeczy, okrzyknie w艂asn膮 matk臋 jako wariatk臋 i wyprowadzi do ojca, a na domiar tego wszystkiego, poinformuje pracownika socjalnego i straci na dobre prawa do opieki nad dzieckiem. Rem by艂a jeszcze niepe艂noletnia, mia艂a zaledwie 16 lat. To w艂a艣nie by艂 najwi臋kszy strach kobiety. 
-Rem... tak naprawd臋 wszystko zacz臋艂o si臋, jak jeszcze nie zna艂am twojego ojca. Te偶 by艂am zbuntowan膮 nastolatk膮, moi rodzice mieli wiele problem贸w przeze mnie. Jak tylko sko艅czy艂am 18 lat, uciek艂am z domu...
-A m贸wisz, 偶e to ja jestem nieobyta! - za艣mia艂a si臋 g艂o艣no.
-A id藕, tobie co艣 powiedzie膰... - trzepn臋艂a Rem mokr膮 艣cierk膮 i zacz臋艂a 艣mia膰 poprzez 艂zy. -Jako艣 chyba musz臋 zacz膮膰, 偶eby艣 mog艂a zrozumie膰 co posz艂o nie tak i na jakim etapie, prawda? - spowa偶nia艂a.
-Tak tak, racja. Sorry. Mo偶esz m贸wi膰 dalej... 
-Wiesz, by艂am m艂oda i szuka艂am siebie na wiele sposob贸w, ci臋偶ko to by艂o nazwa膰 buntem w moim odczuciu. My艣la艂am, 偶e to co robi臋, jest s艂uszne. Mam na my艣li szukanie tej ca艂ej prawdy, bo by艂am bardzo zagubion膮 nastolatk膮... - opowiada艂a w stresie. 
-Mamo... - z艂apa艂a j膮 czule za rami臋. -Nie denerwuj si臋. Ja s艂ucham uwa偶nie, nie b臋d臋 Ciebie ocenia艂a... mam teraz podobne odczucia wobec samej siebie... Rozumiem Ci臋. A raczej... Ciebie z kiedy艣... - uspokaja艂a.
-Czu艂am si臋 kiedy艣 bardzo samotna wiesz? To by艂o takie trudne... Te偶 tak teraz masz? 
-Pewnie..., wiem, 偶e mam Ciebie, ale z drugiej strony czuj臋 si臋 samotna, nawet obok szko艂y i znajomych... - odpar艂a.
-Przykro mi, 偶e musisz to czu膰. Nigdy tego dla Ciebie nie chcia艂am, wiesz? Chcia艂am Ciebie dobrze wychowa膰...
-Nie w膮tpi臋. - u艣miechn臋艂a si臋 ujmuj膮co do matki. 
-Kontynuuj膮c... - Jell zaniem贸wi艂a prze艂ykaj膮c g艂o艣no 艣lin臋.
-Mamo...?
-Zacz臋艂am szuka膰 rozwi膮zania wchodz膮c w r贸偶ne dziwne relacje... - m贸wi艂a ci臋偶ko. 
-Co to oznacza? - zapyta艂a z zaciekawieniem. 
-Napotyka艂am ludzi, kt贸rzy szukali siebie tak samo jak ja. Spotykali艣my si臋 razem w r贸偶nych miejscach, sp臋dzali艣my razem czas i tak dalej...
-Brzmi spoko, a wi臋c co艣 posz艂o nie tak? 
-Wiele... - spojrza艂a ze smutkiem w pod艂og臋. 
-...? - Rem, czeka艂a na dalszy ci膮g historii. -Wiele...? - dr膮偶y艂a.
-Oh, przypomina艂o to w pewnym momencie "sekt臋"? Nie wiem, czy to dobre s艂owo, ale zanim si臋 obejrza艂am, zagubi艂am si臋 jeszcze bardziej ni偶 wcze艣niej, zanim ich wszystkich pozna艂am. 
-Sekta? Co dok艂adnie robili艣cie?
-R贸偶ne rzeczy. Na pocz膮tku niezobowi膮zuj膮ce spotkania, grupa z czasem poszerza艂a si臋 o kolejne to osoby... Jedni przybywali, drudzy odchodzili. Szukali艣my siebie i swojego wewn臋trznego ja. Pewnego dnia, pojechali艣my w g贸ry i wynaj臋li艣my taki niewielki drewniany domek... - westchn臋艂a g艂臋boko. 
-I... co tam robili艣cie? - odpar艂a z lekkim niepokojem.
-Og贸lnie moi znajomi interesowali si臋 "wy偶szymi sferami", to g艂upie co teraz powiem... ale pr贸bowali艣my sprawdza膰 si臋 w kontakcie z si艂ami wy偶szymi, gdzie ka偶dy 艣wi臋cie wierzy艂 i by艂 przekonany, 偶e mo偶e skontaktowa膰 si臋 ze swoim przewodnikiem astralnym, istotami pozaziemskimi, no co艣 w ten dese艅... To bardzo skomplikowany temat, nie chcia艂abym... Namiesza膰 Ci w g艂owie. Pewnie nie wiesz nawet o czym m贸wi臋... mo偶e po prostu, zapomnij co m贸wi艂am... - machn臋艂a r臋k膮 zrezygnowana.
-A daj spok贸j, brzmi ciekawie. - s艂ucha艂a z fascynacj膮 i zach臋ca艂a mam臋 do dalszej opowie艣ci. 
-Czasem pr贸bowali艣my wywo艂ywa膰 duchy, cz臋sto komponowali艣my jakie艣 modlitwy i inne bzdety. - kontynuowa艂a z lekkim wstydem w g艂osie. 
-Ej no, ciekawe. Jak na ameryka艅skich serialach? - zachichota艂a. 
-No w sumie troch臋 tak..., ale mo偶e wstaniemy z tej pod艂ogi i zjemy obiad...? W ko艅cu ostygnie o ile ju偶 nie jest zimny. Ca艂y poranek lepi艂am te pierogi. - Przerwa艂a zmieszana.
-W sumie racja... Ale i tak chc臋 wiedzie膰, co by艂o dalej, pami臋taj! - pomog艂y wsta膰 sobie wzajemnie i zasiad艂y razem do sto艂u. -Jasne... ale jutro dobrze? Nie czuj臋 si臋 dzisiaj najlepiej, chcia艂abym zje艣膰 i p贸j艣膰 spa膰. - zaspokoi艂a ciekawo艣膰 c贸rki.
-Jasne, jasne... a powiedz mi tylko, czy... kiedykolwiek uda艂o wam si臋 z kimkolwiek skontaktowa膰? - W tym momencie, matce dziewczyny wypad艂 z d艂oni widelec i d藕wi臋cznie odbi艂 od talerza, przez st贸艂 i na kafle kuchenne. Nasta艂a chwilowa i bardzo niezr臋czna cisza. Rem szybko podnios艂a widelec, a nast臋pnie poda艂a go mamie.
-Nie chcia艂am powiedzie膰 niczego nie tak... przepraszam. - t艂umaczy艂a.
-Rem... to chyba nie jest odpowiedni moment, na takie rozmowy. - przetar艂a rogiem obrusu widelec. 
-Ju偶 z tym sko艅czy艂am, te tematy do niczego nie prowadz膮... Pouk艂adam sobie w g艂owie, co chcia艂abym Ci jeszcze powiedzie膰...偶eby by艂oby Ci pro艣ciej. Na razie nie mam ju偶 si艂y o tym m贸wi膰. Naprawd臋 s艂abo si臋 czuj臋. - doda艂a grzebi膮c w zawarto艣ci talerza. A dalej, jad艂y obie w ciszy...
Humor Rem mimo wszystko - poprawi艂 si臋, poczu艂a nag艂y przyp艂yw ciekawo艣ci i fascynacji histori膮 mamy. Po obiedzie Jell posz艂a do swojej sypialni i zamkn臋艂a si臋 w niej, a Rem, poruszona rozmow膮 z matk膮, postanowi艂a poszpera膰 troch臋 w internecie. Dziewczyn臋 zaintrygowa艂 pewien termin, kt贸ry wypowiedzia艂a jej mama, dok艂adniej chodzi艂o o przewodnik贸w astralnych. Dla nastolatki, ka偶dy irracjonalnie brzmi膮cy termin, a na dodatek nie zwi膮zany z jej obowi膮zkami - jest ciekawy i warty wej艣cia chocia偶by na chwil臋 w t膮 zbyt du偶膮 ka艂u偶臋. Nie my艣la艂a w贸wczas, jak bardzo zatopi si臋 z czasem - g艂臋biej ni偶 my艣la艂a... Postanowi艂a usi膮艣膰 przy laptopie i potajemnie sama czego艣 si臋 dowiedzie膰, 偶eby m贸c bardziej zrozumie膰 ca艂膮 spraw臋 swoich rodzic贸w. Sytuacj臋 potraktowa艂a bardzo powa偶nie, za wszelk膮 cen臋 chcia艂a pozna膰 prawd臋, wiedz膮c, 偶e droga do niej mo偶e by膰 dla niej ma艂o zrozumia艂a. Rem, zawsze marzy艂a o tym, 偶eby rodzice zeszli si臋 ze sob膮. Du偶o rozmawia艂a ze swoim ojcem, ale on nigdy nie chcia艂 zag艂臋bia膰 c贸rki w pow贸d rozwodu z jej matk膮. Ka偶da rozmowa, zawiera艂a kilka zasadniczych pyta艅 z jego strony; "Czy mama dobrze Ciebie traktuje? Bierze leki? Jak b臋dzie Ci czego艣 brakowa膰, dawaj zna膰 dobrze?"... Wysy艂a艂 dziewczynom do艣膰 spor膮 sum臋 pieni臋dzy co miesi膮c. Obok aliment贸w, na kt贸re zgodzi艂 si臋 na sprawie rozwodowej dobrowolnie, wysy艂a dodatkowo kobiecie pieni膮dze na terapi臋, lekarstwa i 偶ycie. Dzi臋ki temu matka dziewczyny nie musi pracowa膰 i mo偶e w pe艂ni zajmowa膰 si臋 wychowywaniem c贸rki i domem oraz swoim zdrowiem. Rem z kolei, dostaje kieszonkowe osobno poczt膮. 

Dziewczyna wpisywa艂a r贸偶ne frazy do przegl膮darki internetowej, ale ci膮gle wyskakiwa艂y w niej linki dotycz膮ce astrologii, czu艂a, 偶e te strony do niczego jej nie doprowadz膮. Min臋艂a oko艂o godzina poszukiwa艅, gdzie nagle natrafi艂a na pewn膮 stron臋 o istotach astralnych.
-O, mo偶e tutaj czego艣 si臋 dowiem... - wymamrota艂a sama do siebie i klikn臋艂a w link. 

ISTOTY ASTRALNE

Pr贸ba opisania wszystkich istot astralnych by艂aby zadaniem r贸wnie ogromnym, jak sklasyfikowanie wszystkich istot, 偶yj膮cych w 艣wiecie fizycznym. Dlatego te偶 mo偶emy jedynie zestawi膰 podstawowe rodzaje tych istot i poda膰 ich zwi臋z艂y opis.

Nale偶y jednak nadmieni膰, 偶e wielcy Adepci pochodz膮cy z innych planet, a nawet jeszcze bardziej dostojni Go艣cie, przybywaj膮cy czasami z odleglejszych 艣wiat贸w, zaszczycaj膮 nas swoimi odwiedzinami. I mimo 偶e jest to mo偶liwe, trudno sobie wyobrazi膰, aby te istoty pojawia艂y si臋 na tak niskim poziomie, jak plan astralny. Gdyby tego zapragn臋艂y, stworzy艂yby sobie chwilowo cia艂o z materii astralnej naszej planety.

Po drugie, istniej膮 jeszcze i rozwijaj膮 si臋 na naszym globie - dwie inne wielkie linie ewolucji. Nie jest jednak zaplanowane, aby one i ludzko艣膰, by艂y siebie nawzajem 艣wiadome. Gdyby mia艂o doj艣膰 do kontaktu, z pewno艣ci膮 nast膮pi艂by on w 艣wiecie fizycznym, poniewa偶 ich powi膮zania z naszym 艣wiatem astralnym s膮 bardzo nik艂e. Jedyn膮, ma艂o prawdopodobn膮, mo偶liwo艣ci膮 ukazania si臋 tych istot cz艂owiekowi, by艂oby dzia艂anie z zakresu magii obrz臋dowej. Potrafi膮 to jednak tylko nieliczni z najbardziej zaawansowanych mag贸w. Za naszych czas贸w dosz艂o tylko raz do takiej sytuacji.


-Ciekawe... - pomy艣la艂a.
Rem z wielkim zaciekawieniem czyta艂a tre艣ci zamieszczone na stronie. Cho膰 brzmia艂o to dla niej jak fikcyjna magia i  czytanie farmazon贸w nie z tego 艣wiata, to jednak z jakiego艣 powodu poczu艂a niewyja艣niony magnetyzm, kt贸ry ci膮gnie j膮, aby zag艂臋bi膰 si臋 bardziej w ten temat. To wszystko, robi z my艣l膮 o rodzicach. Przynajmniej tak to sobie wszystko t艂umaczy艂a. Postanowi艂a skopiowa膰 dotychczasowo przeczytan膮 tre艣膰 i stworzy膰 folder z plikiem, gdzie b臋dzie gromadzi膰 zebrane informacje. Mia艂a ju偶 na wszystko pewien plan. Jednak, musia艂a upewni膰 si臋, 偶e nikt teraz nie b臋dzie jej przeszkadza艂. Jell by艂aby z艂a, 偶e dziewczyna pr贸buj臋 czego艣 - co w jej odczuciu nie jest ju偶 mo偶liwe na w艂asn膮 r臋k臋 bez 偶adnego oparcia czy wiedzy. Po chwili wsta艂a od biurka, dla bezpiecze艅stwa zamkn臋艂a laptopa, a偶eby przypadkiem mama nie zobaczy艂a o czym czyta, po czym posz艂a upewni膰 si臋 czy na pewno 艣pi. Id膮c korytarzem w ich domu, stara艂a si臋 k艂a艣膰 stopy delikatnie i po cichu, z uwagi na to, 偶e pod艂oga w ich domu by艂a do艣膰 stara i czasem pod si艂膮 nacisku rozlega艂o si臋 skrzypienie surowego drewna. 
Dom w kt贸rym mieszka艂y, by艂 dosy膰 wiekowy. Matk臋 Rem, nie by艂o nigdy sta膰 na generalny remont. Posiad艂o艣膰 za miastem zostawi艂a kobiecie jej prababka Gloria, kt贸ra prowadzi艂a nieopodal swoje gospodarstwo z kozami. Jednak偶e czasy w jakich 偶y艂a, nie pozwala艂y jej na to, a偶eby utrzymywa膰 si臋 nale偶ycie ze sprzeda偶y koziego sera, czy te偶 mleka. Cz臋sto je藕dzi艂a rowerem miejskim, wiele kilometr贸w na najbli偶szy targ centralny i wystawia艂a swoje wyroby, a zanim ktokolwiek je kupi艂, sery i mleko cz臋sto by艂y ju偶 skwaszone. Ub贸j jej zwierz膮t na mi臋so lub ich sprzeda偶, nigdy babki nie interesowa艂, to by艂a ciep艂a i przemi艂a starsza pani, 偶yj膮ca w harmonii ze zwierz臋tami na swoim gospodarstwie, gdzie wielu s膮siad贸w 艣mia艂o si臋 z kobiety, kt贸ra farbowa艂a grzywy i brody k贸z - kolorowymi bibu艂ami, a ka偶da z nich mia艂a swoje imi臋. Gloria nie przejmowa艂a si臋 uszczypliwo艣ci膮 s膮siad贸w, nikomu te偶 nie wadzi艂a; wieczorami zasiada艂a z ciep艂膮 herbat膮 czytaj膮c ksi膮偶ki, a nad ranem zajmowa艂a si臋 dojeniem k贸z, warzeniem i grzaniem mleka, czeka艂a zawsze, a偶 zetnie si臋 ono pod wp艂ywem kwasu i wytr膮c膮 si臋 drobne ziarna bia艂ego sera. Dopieszcza艂a wyroby w ka偶dym mo偶liwym detalu, odpowiednio dobieraj膮c r臋cznie zbierane zio艂a i przyprawy, a jej ulubionym serem, by艂 ten z czosnkiem nied藕wiedzim. Sielanka jednak nie trwa艂a zbyt d艂ugo... Pewnego dnia, gdy par臋 minut po wschodzie s艂o艅ca, rano wybija艂a godzina paszenia i dojenia k贸z, prababka zebra艂a si臋 z chaty, wzi臋艂a lekko pordzewia艂y kube艂 i niezgrabnie zmierzy艂a jak to zwykle - w stron臋 szopy. Zasta艂a wszystkie zwierz臋ta martwe. Z ca艂ego boksu, po otwarciu belkowej bramki, zosta艂a zaatakowana chmar膮 much, kt贸re obleg艂y wcze艣niej martwe cia艂a jej k贸z, a na 艣ci贸艂ce, drewnianych ramach i suficie starej spr贸chnia艂ej belowej stod贸艂ki; kipia艂a jeszcze ciep艂a i g臋sta krew. Od贸r gnij膮cych zw艂ok by艂 nie do zniesienia, z cia艂 zwierz膮t wype艂za艂y larwy, a oczy u ka偶dej z z nich by艂y wyrwane z oczodo艂贸w. Z uwagi na lokalizacje, zdarzenie nie dosta艂o si臋 do medi贸w i gazet w wi臋kszych miastach nieopodal, a zjawisko to niestety do dzi艣 dnia nie zosta艂o wyja艣nione. Cia艂a zwierz膮t zosta艂y zakopane na polu, a dzi艣 - niekt贸re nie zd膮偶y艂y jeszcze ulec rozk艂adowi, po innych zosta艂y ju偶 tylko szkielety... mimo, 偶e min臋艂o od tego zdarzenia ju偶 ponad 14 lat.
Spraw臋 bada艂a policja, s艂u偶by miejskie i powiatowy lekarz weterynarii, kt贸ry oficjalnie wykluczy艂 potencjalne choroby k贸z po sekcji kilku zw艂ok. Spo艂eczny Ratusz w ich mie艣cinie, zapewni艂 mieszka艅c贸w, 偶e nie wie nic konkretnego o 艣mierci zwierz膮t, gdy sugerowano zamierzone i zaplanowane morderstwo zwierz膮t Glorii, ze szczeg贸lnym okrucie艅stwem. Nie by艂o te偶 偶adnych dowod贸w. Po kilku dniach ka偶dy ju偶 偶y艂 swoim 偶yciem. Policja bez dowod贸w uniewa偶ni艂a 艣ledztwo i poszukiwanie przyczyny, a finalnie babk臋 pozostawiono samotn膮 i bez wyja艣nie艅, od gminy dosta艂a jedynie odszkodowanie, kt贸re na d艂ugo kobiecie nie wystarczy艂o. Gloria zachorowa艂a kr贸tko po tym zdarzeniu na ci臋偶k膮 depresj臋, a kilka lat p贸藕niej bardzo mocno si臋 rozchorowa艂a, mia艂a problem z chodzeniem, przez co nigdy nie by艂o okazji do odnawiania wn臋trza domu, bo m膮偶 zgin膮艂 ju偶 bardzo dawno temu, zaraz po 艣lubie w wybuchu, kt贸ry mia艂 miejsce w kopalni. W takiej sytuacji jakiej si臋 wtedy znalaz艂a, ledwo starcza艂o kobiecie na chleb, a wi臋c nie by艂o mowy o zakupie nowych zwierz膮t do gospodarstwa. W tamtych czasach s膮siedzi, nie byli skorzy do pomocy, bo ka偶dy martwi艂 si臋 o siebie. Tamtejsza stara szeptucha z kolei, rozpowiada艂a plotki o kl膮twie, jaka spad艂a na gospodarstwo i zwierz臋ta Glorii, wi臋c kobieta by艂a zdana na sam膮 siebie, a w s膮siedztwie, traktowana by艂a z wielkim dystansem. Rodzina Rem, pomaga艂a finansowo utrzymywa膰 si臋 babce, a偶eby chocia偶 ostatnie chwile staro艣ci sp臋dzi艂a w spokoju, a po jej 艣mierci - wprowadzili si臋 do jej domu na gospodarstwie. Rem, dobrze zna艂a ca艂膮 histori臋, wiele razy przyje偶d偶a艂a do Glorii jak by艂a bardzo malutka w odwiedziny, gdy z Jell bywa艂o momentami gorzej lub musia艂a wstawi膰 si臋 na oddziale zamkni臋tym, a ojciec mia艂 w贸wczas nat艂ok pracy. Wiedzia艂a te偶, dlaczego mieszkaj膮 w takim, a nie innym miejscu. Ojciec Rem, zreperowa艂 najmniejsze usterki, a wi臋c dom by艂 gotowy do zamieszkania. Omin臋li tym samym zaczerpni臋cia ogromnego kredytu i po偶yczek na swoje przys艂owiowe cztery 艣ciany, a wi臋c zaakceptowali to co by艂o. Mimo wszystko dziewczyna, lubi艂a jego starodawny styl i nigdy nie czu艂a si臋 藕le z tym faktem, 偶e 偶y艂a na uboczu obok g臋艣ciny lasu, rozdro偶a wydeptanych 艣cie偶ek, szlak贸w i p贸l. - Rozmy艣la艂a id膮c po starych i surowych belach pod艂ogi.
W ko艅cu uda艂o jej si臋 przej艣膰 nie s艂yszalnie. Stan臋艂a na przeciw sypialni mamy i lekko przybli偶y艂a swoj膮 twarz do dziurki od klucza, 偶eby zobaczy膰 co dzieje si臋 po drugiej stronie drzwi. Westchn臋艂a g艂臋boko, bo nigdy w zwyczaju nie mia艂a podgl膮dania w艂asnej matki w taki spos贸b. Pr贸bowa艂a cokolwiek ujrze膰, w szczelinie; obok starego 偶eliwnego klucza, kt贸ry zakrywa艂 wylot zamka.
-...? -  wyt臋偶y艂a wzrok. Ujrza艂a w pierwszej chwili, 偶e jednak mama nie 艣pi. Zdziwiona zobaczy艂a jak siedzi na pod艂odze. -Od kiedy ona tak robi i po co? - pomy艣la艂a pytaj膮co. 
Po chwili przyjrza艂a si臋 dok艂adniej swojej mamie -Dlaczego nie 艣pisz...? - wyszepta艂a sama do siebie. Rem, chcia艂a zobaczy膰 co艣 wi臋cej i pr贸bowa艂a lepiej si臋 przyjrze膰 ca艂emu zdarzeniu, kr臋ci艂a si臋 troch臋, pr贸bowa艂a ustawi膰 cia艂o, po czym pod艂oga pod jej stop膮 zaskrzypia艂a i d艂oni膮 opar艂a na klamce, kt贸ra niestety lekko poskrzypia艂a. 
-Cholera... sykn臋艂a przez z臋by, szybko wyprostowa艂a i schowa艂a twarz w koszulce, 偶eby wyciszy膰 i uspokoi膰 oddech. Nasta艂a cisza, Rem, nie wiedzia艂a co dzieje si臋 za drzwiami, nie mog艂a przewidzie膰 czy za chwil臋 si臋 one otworz膮 czy te偶 nie. Oddech i t臋tno Rem - przyspieszy艂y, a serce zacz臋艂o wali膰 jak m艂ot. Poczu艂a jak wszystko wok贸艂 niej staje si臋 ci臋偶kie. Ba艂a si臋 wykona膰 jakikolwiek ruch, 偶eby przypadkiem mama jej nie us艂ysza艂a. Poczu艂a, jak jej nogi mi臋kn膮 i uginaj膮 si臋 pod ni膮. Nie mia艂a momentalnie w艂adzy nad cia艂em, czu艂a jakby czas na chwil臋 si臋 zatrzyma艂. Zacz臋艂a powoli osuwa膰 si臋 w d贸艂, 偶eby usi膮艣膰 na pod艂odze, ale nie wiedz膮c kiedy ju偶 si臋 na niej znalaz艂a. Poczu艂a jak wszystko wok贸艂 robi si臋 niewyra藕ne i mgliste, po czym zamkn臋艂a oczy, 偶eby si臋 uspokoi膰, opad艂a delikatnie ca艂ym cia艂em, tak jakby niewidzialna chmura chcia艂a zamortyzowa膰 jej upadek na ziemi臋.
-Oddychaj... - pomy艣la艂a. Po czym min臋艂o kilka chwil, a nast臋pnie spr贸bowa艂a ponownie przyjrze膰 si臋 sytuacji, ale tym razem na kolanach. Ba艂a si臋, 偶e je艣li wstanie, mama tym razem otworzy drzwi, 偶eby zobaczy膰 co si臋 dziej臋. Jednak偶e w zamku z kluczem, nie zobaczy艂a ju偶 nic, uzna艂a, 偶e mama po艂o偶y艂a si臋 spa膰. Po czym delikatnie wsta艂a z pod艂ogi i bezszelestnie kierowa艂a si臋 ku swojego pokoju, 偶eby doko艅czy膰 w spokoju dalsze zbieranie informacji. 
Rem przesz艂a z powrotem delikatnie i nies艂yszalnie, wesz艂a do pokoju, zamkn臋艂a bezd藕wi臋cznie drzwi i zasiad艂a ponownie do laptopa, 偶eby kontynuowa膰 czytanie. Przewin臋艂a tre艣膰 na stronie dalej. -Podzia艂 istot astralnych? Hmm... - czyta艂a ze skupieniem na g艂os.

Istoty astralne dzielimy na:
1. Istoty ludzkie – fizycznie 偶yj膮ce i fizycznie zmar艂e
2. Istoty pozaludzkie
3. Istoty sztuczne

Do ludzi fizycznie 偶yj膮cych zaliczymy: zwyk艂ych ludzi, psychik贸w, adept贸w i ich uczni贸w oraz czarnych mag贸w i ich uczni贸w.

W艣r贸d os贸b fizycznie zmar艂ych wyr贸偶nimy: zwyk艂ych ludzi, cienie, skorupy, skorupy o偶ywione, samob贸jc贸w i ofiary nag艂ej 艣mierci, wampiry i wilko艂aki, czarnych mag贸w i ich uczni贸w, uczni贸w oczekuj膮cych na ponowne wcielenie, nirmanakay贸w.

W gronie istot pozaludzkich znajduj膮 si臋: esencje elementalne, astralne cienie zwierz膮t, duchy przyrody i dewy.

Wreszcie istoty sztuczne to: elementale stworzone nie艣wiadomie, elementale stworzone 艣wiadomie i sztuczne istoty ludzkie.


-呕e co? - zapyta艂a sam膮 siebie zdziwiona. -nirmanaka...co? - od razu postanowi艂a wpisa膰 w przegl膮dark臋 kim byli lub s膮 nirmanakaye. 

Nirmanakaja - jedno z trzech cia艂 buddy - cia艂o przejawienia, emanacji, kt贸re jest form膮 buddy dost臋pn膮 percepcji zwyk艂ych istot. Jest to cia艂o, w kt贸rym buddowie ukazuj膮 si臋 ludziom na Ziemi, aby zrealizowa膰 swoje postanowienie wyzwolenia wszystkich istot.


-Mhm, 偶e w taki spos贸b... by艂oby fajnie jakbym cokolwiek rozumia艂a z tego co czytam... - duka艂a pod nosem. Cho膰 brzmia艂o to wszystko dla niej absurdalnie, to dalej zag艂臋bia艂a si臋 w lektur臋 na stronie. Cen膮, byli rodzice, chcia艂a, 偶eby jej matka by艂a szcz臋艣liwa. Proste. Lecz nagle eksploracje dziewczyny rozproszy艂 jak grom z jasnego nieba g艂os...
-Rem, co robisz? - us艂ysza艂a zerwana jak z transu g艂os matki.
-Ja... referat do szko艂y. - losowo rzuci艂a, stara艂a si臋 nie da膰 zwie艣膰. Jednak偶e bardzo przestraszy艂a j膮 obecno艣膰 mamy, stara艂a zachowywa膰 si臋 spokojnie jak tylko mog艂a. -Co ona tu robi...? - pomy艣la艂a.
-Hm? A o czym? Mo偶e Ci pomog臋? W sumie dziwna sprawa, jest sobota, a ty odrabiasz zadanie domowe. No nie mo偶liwe. - za艣mia艂a si臋, po czym po艂o偶y艂a d艂o艅 na g艂owie dziewczyny i pog艂adzi艂a j膮 po d艂ugich blond w艂osach spuszczonych niedbale a偶 ku ko艅cu ko艣ci ogonowej. Rem zastyg艂a w bezruchu, nie chc膮c okaza膰 stresu. By艂a pewna, 偶e mama 艣pi, a tu taka niespodzianka...
Tak bardzo wci膮gn臋艂a si臋 w czytanie, 偶e nie us艂ysza艂a otwieraj膮cych si臋 drzwi i jej krok贸w. Pomy艣la艂a, 偶e mo偶e wracaj膮c do pokoju mog艂a j膮 rozbudzi膰. Cho膰 wszystko, co sta艂o si臋 w sypialni, by艂o dla niej co najwy偶ej - dziwne, a raczej niepoznane.
-A stwierdzi艂am, 偶e przysi膮d臋 i ju偶 teraz troch臋 czego艣 poszukam. Dam rad臋, jak nie b臋d臋 czego艣 rozumia艂a to Ci臋 zawo艂am. A ten, ty nie mia艂a艣 i艣膰 na drzemk臋? 
-Nie mog艂am zasn膮膰, wi臋c stwierdzi艂am, 偶e zobacz臋 co robisz. Troch臋 mam wyrzuty sumienia. Nie wiem czy dobrze zrobi艂am m贸wi膮c Ci o mojej przesz艂o艣ci... - m贸wi艂a, w tym samym czasie plot膮c warkocz z w艂os贸w Rem.
-Mamo... sama Ci臋 o to poprosi艂am, przecie偶 nic si臋 nie dziej臋...
-Niby nie... masz mo偶e gumk臋 do w艂os贸w? - zapyta艂a orientuj膮c si臋, 偶e zaplot艂a ju偶 ca艂膮 d艂ugo艣膰 w艂os贸w. - Rem, zd膮偶y艂a subtelnie zamkn膮膰 laptopa, po czym poda艂a mamie fioletow膮 wst膮偶k臋, kt贸ra le偶a艂a niedbale rzucona na biurku. -Tylko takie co艣. - poda艂a mamie sko艂owana sytuacj膮.
-To wst膮偶ka babki Glorii, ca艂膮 m艂odo艣膰 w niej przechodzi艂am. Jest pi臋kna. Zaplata艂a wst臋g臋 we w艂osy dziewczyny. 
-No, jest ca艂kiem 艂adna. Obejrza艂a si臋 w wielkim lustrze obok. W pewnym momencie zamar艂a, a a czole dziewczyny zawita艂a ch艂odna kropla potu. Poczu艂a, jak jej ca艂e cia艂o przeszy艂 parali偶 i ci臋偶kie wibracje wy艂aniaj膮ce si臋 znik膮d -C-co...?! - wyszepta艂a z trudem przez z臋by. Rem, ujrza艂a w odbiciu siebie siedz膮c膮 bokiem na wiklinowym fotelu, biurko, laptopa, sw贸j zapleciony warkocz z fioletow膮 wst臋g膮, ale ku zdziwieniu - jej mamy tam nie by艂o. 
Momentalnie ca艂a zdruzgotana odsun臋艂a si臋 od biurka, a fotel przewr贸ci艂 si臋 i uderzy艂 o pod艂og臋 ze sporym hukiem, spanikowana dziewczyna zacz臋艂a rozgl膮da膰 si臋 po pokoju, ale jej mamy w nim nie by艂o, zacz臋艂a ci臋偶ko nabiera膰 powietrze kr贸tko wpuszczaj膮c i wypuszczaj膮c z p艂uc, a klatk臋 piersiow膮 przyciska艂 ostry b贸l, w贸wczas ku zorientowaniu dziewczyny, drzwi by艂y zamkni臋te. Jeszcze raz spojrza艂a w lustro z przera偶eniem i niepewno艣ci膮. chaotycznie b艂膮dzi艂a oczami w swoim odbiciu. Z艂apa艂a za warkocz i przyjrza艂a mu si臋 dok艂adnie. Ku jej zdziwieniu by艂 prawdziwy, tak samo jak ca艂a reszta. 
-Co sie dziej臋 do cholery?! - powiedzia艂a powstrzymuj膮c 艂zy strachu do swojego odbicia, niedowierzaj膮c i 艂api膮c lustro d艂o艅mi. Przygl膮da艂a si臋 sobie chwil臋, a na tafli lustra pojawi艂a si臋 subtelne przyciemnienie od pary dobiegaj膮cej z ust.
-Przecie偶 przed chwil膮 tu by艂a... co jest...? - mamrota艂a sama do siebie sun膮c palcami po lustrze. A偶 nagle poczu艂a, jak jej d艂onie wtapiaj膮 si臋 g艂adko i wolno w jego struktur臋.

***

-Halo? S艂yszysz mnie? Prosz臋 si臋 nie denerwowa膰, dziewczyna ma stabilne t臋tno, ci艣nienie r贸wnie偶 jest w normie, a ga艂ki oczne reaguj膮 na 艣wiat艂o.
-Co si臋... - wymamrota艂a dziewczyna. -Gdzie ja jestem? Co si臋 dziej臋...?
-W ko艅cu! Rem! - wtuli艂a si臋 mocno matka dziewczyny. -Jak si臋 czujesz? Boli Ci臋 co艣? 
-Mo偶e zabierzemy c贸rk臋 do szpitala? - zach臋ca艂 ratownik medyczny. 
-Co si臋 sta艂o? - pyta艂a le偶膮c na pod艂odze przed drzwiami do sypialni matki.
-Dzie艅 dobry, jestem ratownikiem medycznym, twoja mama wezwa艂a nas, bo straci艂a艣 przytomno艣膰. W艂a艣ciwie to na moje oko nic powa偶nego si臋 nie wydarzy艂o, nie masz 偶adnych obra偶e艅. Chcieliby艣my, 偶eby艣 pojecha艂a z nami, w celu zrobienia odpowiednich bada艅. Pami臋tasz co si臋 sta艂o zanim znalaz艂a艣 si臋 na pod艂odze? Zdarza艂o si臋 Tobie co艣 takiego wcze艣niej? - Rem zacz臋艂a grzeba膰 w pami臋ci, ale nie znalaz艂a 偶adnego momentu, 偶eby to straci艂a 艣wiadomo艣膰 i nagle upad艂a, a co dopiero zasn臋艂a pod drzwiami mamy. Zapami臋ta艂a tylko, 偶e po odej艣ciu spod drzwi do sypialni mamy, posz艂a do swojego pokoju. 
-Ja... Nie wiem jak to si臋 sta艂o. By艂am w pokoju...teraz tu, mama zaplata艂a mi warkocz...Tak? Potem znikn臋艂a, ja... - mamrota艂a pospiesznie.
-Mo偶e jednak j膮 zabierzemy? - dr膮偶y艂 ratownik. Zrobimy tomografi臋 komputerow膮, mog艂a uderzy膰 g艂ow膮 o pod艂og臋. - T艂umaczy艂 ratownik, zapisuj膮c s艂owo w s艂owo - co m贸wi dziewczyna ze zmarszczonymi brwiami. 
-Rem, mo偶e pojedziesz z pa艅stwem do szpitala? - pyta艂a zach臋caj膮co i troskliwie matka.
-Mhm... no dobrze - zgodzi艂a si臋 niech臋tnie i zdezorientowana. 
-Prosz臋 podpisa膰 zgod臋, jedzie pani z nami? - ponagla艂 ratownik medyczny.
-Tak tak, ju偶 podpisuj臋. Oczywi艣cie, 偶e jad臋. Nie mog艂abym teraz jej zostawi膰. - Rem nie nad膮偶a艂a, co dok艂adnie si臋 dziej臋. Z艂apa艂a za swoje w艂osy, a ku jej zdziwieniu, nie mia艂a warkocza z fioletow膮 wst臋g膮, a zamiast w pokoju, znalaz艂a si臋 na pod艂odze pod drzwiami do sypialni. 

Ratownicy pomogli delikatnie i ze staranno艣ci膮 wsta膰 dziewczynie, a mama postanowi艂a spakowa膰 do niedu偶ej sk贸rzanej walizki rzeczy dla Rem, bra艂a oraz uk艂ada艂a je po艣piesznie i chaotycznie, tak naprawd臋 co wpad艂o kobiecie w d艂onie, nie wiedzia艂a, ile ewentualnie sp臋dz膮 dni w szpitalu. Od niepami臋tnych czas贸w pakowa艂a si臋 ponownie do szpitala, wiele wspomnie艅 wpad艂o do g艂owy Jell z tamtych z艂ych czas贸w. By艂a lekko zdenerwowana.
-Prosz臋 si臋 pospieszy膰, idziemy ju偶 z c贸rk膮 do karetki i jedziemy! - krzykn膮艂 pospiesznie. -Potrzebuj臋 jeszcze kilka podpis贸w. - doda艂 zniecierpliwiony. 
-Jeszcze moment, potrzebuj臋 spakowa膰 c贸rce kilka rzeczy. - odkrzykn臋艂a zdyszana. - Po paru minutach w p臋dzie, Jell wzi臋艂a walizk臋 do r臋ki i czym pr臋dzej pobieg艂a w stron臋 karetki, kt贸ra by艂a gotowa do odjazdu. Zasiad艂a obok c贸rki, z艂apa艂a za jej d艂o艅 i pojechali na sygnale do pobliskiego szpitala patrz膮c na siebie wzajemnie w niepokoj膮cej ciszy, a w tle rozlega艂 si臋 tylko odg艂os alarmu ostrzegawczego pojazdu.  










Komentarze