Wok贸艂 widz臋 rozrzucone ko艣ci, te przebyte po trupach
i nie udane pr贸by osi膮g贸w; gdzie najwy偶sze szczyty...
Zadrapane cia艂a, jak przy walcz膮cych zaciekle kogutach
i lekki u艣miech na twarzach, pod p艂acht膮 偶a艂o艣ci zakryty.
Nie wstydem jest walka o marzenia, z regu艂y - ulotne
Nie kar膮 s膮 rany, zebrane po drodze do spe艂nienia -
wyryte w my艣lach, do艂uj膮ce etykiety - tak psotne
ani puste s艂owa nocnego monologu pocieszenia.
Wstydem jest odziana maska; idealizacji - bez rys krwistych,
sztuczny u艣miech, kt贸ry 偶a艂o艣nik nasuwa niczym aktorzyna,
otarte 艂zy, wymuszone, na ga艂kach jak per艂a szklistych,
ale r贸wnie偶 ucieczka, co sp艂oszona strza艂em jest zwierzyna...
Komentarze
Prze艣lij komentarz